Piszę
to tylko dlatego aby pamiętać to, co przydarzyło mi się
najpiękniejszego w życiu...
Nie mam pojęcia kto będzie to
czytał, ale mam nadzieję tylko, że będzie to czytelnik
wyrozumiały, bo nie każdemu zdarzają się tak piękne historie
miłosne, które trwały i trwają do dzisiaj. Jeszcze się nie
zakończyła i szybko nie skończy bo Bóg ma wobec nas wielkie
zamiary.
Musze
też uprzedzić, że to nie miałoby miejsca gdyby nie ważne
wydarzenia z mojego życia. To tylko i włącznie zasługa Boskiej
Opatrzności.
Pamiętam
to jak dzisiaj.
Zbiorowisko.
Gadanina. Historie niczym z programu "Nie do wiary". Kto
mógł to wtedy zrozumieć? Chyba tylko i wyłącznie uczestnicy tego
wydarzenia. Pomyślisz, że to bujda, złudzenie, fikcja literacka.
Ale muszę Cię z tego otrząsnąć, bo to miało miejsce naprawdę.
Tu w NN.
Do
czego dążę a nie mogę dojść?
Dążę
do wiary. Do Boga. Albo tak ja Go lubię nazywać Tatą...
Kwestia
nawrócenie może być brutalna i z biegiem czasu to dostrzegam, że
tak było w moim przypadku. Wiesz jak to bywa - Nie uwierzę póki
nie zobaczę. Ja uwierzyłam zanim zobaczyłam.
Bóg
dał mi tą szanse dostąpić Jego miłości...
Będąc
w szkole nigdy nie uważałam na religii, uważałam, że ten
przedmiot jest nikomu nie potrzebny - taki zapychacz czasu.
Te
wszystkie KSMy, Wspólnoty, Kółka Różańcowe itp. sądziłam, że
są dla nawiedzonych. Co za ironia być teraz tą nawiedzoną!
Słysząc
relacje od osób biorących udział we Mszy o uzdrowienie, myślisz -
bajka. Osoby, które pomogły mi to zrozumieć to najukochańsze
dziewczyny jakie mogłam poznać.
Pierwsze
myśli "Jak to możliwe?", "Ale jak?" i uwierz
setki innych których nie zapamiętasz nigdy.
Moja
rekcja? Najpierw myśli, potem złość, a na końcu wylew i łez, i
żalu. Sądzę, że nigdy nie wierzyłam w Boską interwencje a kiedy
o niej usłyszałam poznałam smak goryczy. Czemu oni a nie ja?
Ale
uwierz to nie istotne. Ważniejsze jest jak czujesz przepływającą
przez Ciebie falę ciepła i spokoju. Kompletnego wyciszenia.. Całą
drogę do domu czujesz przepływające po policzkach łzy niczym
rzeka wypływająca ze źródła. I Twoim źródłem jest serce. (Prz
4, 23) Wchodzisz do domu a jedyną Twoją myślą jest znaleźć Twój
jeden, jedyny Różaniec i bardzo mocno żałować za grzechy. Kiedy
Twoje kroki w poszukiwaniach ustąpią i znajdziesz swój cel,
pragniesz jednego. Być bliżej Szefa. I prosić o przebaczenie. Dla
mnie właściwą drogą do prawdy, do przebaczenia była Koronka do
Miłosierdzia Bożego. Pamiętam wyjątkowo dokładnie, że była to
godzina 15.. Jedynym problemem u mnie w domu było to, że nie ma
symboli religijnych tzn. wchodząc do mojego mieszkania nie określisz
czy tu mieszka chrześcijanin czy może ateista lub ktokolwiek innej
wiary. Dlatego szukając miejsca do modlitwy byłam rozgoryczona, że
nawet w takiej chwili nie mogę zaznać ukojenia we własnym domu.
Jedynym słusznym wyborem okazał się dla mnie balkon (było
ciepło). Usiadłam, gorzko płakałam i pokornie się modliłam...
To
był ten przełomowy moment nawrócenia. To ten. Nic specjalnego.
Żadnych fajerwerków. Tylko ogromna niewidoczna eksplozja na moim
sercu i duszy.
Ale
to było zdecydowanie za mało. Zwykła modlitwa w domowym zaciszu.
Wstałam i wyszłam. I dokąd mogłam się udać? Do Kościoła. Tego
momentu nie pamiętam. W mojej pamięci pozostało tylko to, że
wyszłam stamtąd z pokojem serca. Najwspanialsze uczucie w życiu
człowieka.