06.2011

          Piszę to tylko dlatego aby pamiętać to, co przydarzyło mi się najpiękniejszego w życiu...

Nie mam pojęcia kto będzie to czytał, ale mam nadzieję tylko, że będzie to czytelnik wyrozumiały, bo nie każdemu zdarzają się tak piękne historie miłosne, które trwały i trwają do dzisiaj. Jeszcze się nie zakończyła i szybko nie skończy bo Bóg ma wobec nas wielkie zamiary.
Musze też uprzedzić, że to nie miałoby miejsca gdyby nie ważne wydarzenia z mojego życia. To tylko i włącznie zasługa Boskiej Opatrzności.

Pamiętam to jak dzisiaj.
Zbiorowisko. Gadanina. Historie niczym z programu "Nie do wiary". Kto mógł to wtedy zrozumieć? Chyba tylko i wyłącznie uczestnicy tego wydarzenia. Pomyślisz, że to bujda, złudzenie, fikcja literacka. Ale muszę Cię z tego otrząsnąć, bo to miało miejsce naprawdę. Tu w NN.
Do czego dążę a nie mogę dojść?
Dążę do wiary. Do Boga. Albo tak ja Go lubię nazywać Tatą...
Kwestia nawrócenie może być brutalna i z biegiem czasu to dostrzegam, że tak było w moim przypadku. Wiesz jak to bywa - Nie uwierzę póki nie zobaczę. Ja uwierzyłam zanim zobaczyłam.
Bóg dał mi tą szanse dostąpić Jego miłości...

Będąc w szkole nigdy nie uważałam na religii, uważałam, że ten przedmiot jest nikomu nie potrzebny - taki zapychacz czasu.
Te wszystkie KSMy, Wspólnoty, Kółka Różańcowe itp. sądziłam, że są dla nawiedzonych. Co za ironia być teraz tą nawiedzoną!
Słysząc relacje od osób biorących udział we Mszy o uzdrowienie, myślisz - bajka. Osoby, które pomogły mi to zrozumieć to najukochańsze dziewczyny jakie mogłam poznać.
Pierwsze myśli "Jak to możliwe?", "Ale jak?" i uwierz setki innych których nie zapamiętasz nigdy.
Moja rekcja? Najpierw myśli, potem złość, a na końcu wylew i łez, i żalu. Sądzę, że nigdy nie wierzyłam w Boską interwencje a kiedy o niej usłyszałam poznałam smak goryczy. Czemu oni a nie ja?
Ale uwierz to nie istotne. Ważniejsze jest jak czujesz przepływającą przez Ciebie falę ciepła i spokoju. Kompletnego wyciszenia.. Całą drogę do domu czujesz przepływające po policzkach łzy niczym rzeka wypływająca ze źródła. I Twoim źródłem jest serce. (Prz 4, 23) Wchodzisz do domu a jedyną Twoją myślą jest znaleźć Twój jeden, jedyny Różaniec i bardzo mocno żałować za grzechy. Kiedy Twoje kroki w poszukiwaniach ustąpią i znajdziesz swój cel, pragniesz jednego. Być bliżej Szefa. I prosić o przebaczenie. Dla mnie właściwą drogą do prawdy, do przebaczenia była Koronka do Miłosierdzia Bożego. Pamiętam wyjątkowo dokładnie, że była to godzina 15.. Jedynym problemem u mnie w domu było to, że nie ma symboli religijnych tzn. wchodząc do mojego mieszkania nie określisz czy tu mieszka chrześcijanin czy może ateista lub ktokolwiek innej wiary. Dlatego szukając miejsca do modlitwy byłam rozgoryczona, że nawet w takiej chwili nie mogę zaznać ukojenia we własnym domu. Jedynym słusznym wyborem okazał się dla mnie balkon (było ciepło). Usiadłam, gorzko płakałam i pokornie się modliłam...
To był ten przełomowy moment nawrócenia. To ten. Nic specjalnego. Żadnych fajerwerków. Tylko ogromna niewidoczna eksplozja na moim sercu i duszy.
Ale to było zdecydowanie za mało. Zwykła modlitwa w domowym zaciszu. Wstałam i wyszłam. I dokąd mogłam się udać? Do Kościoła. Tego momentu nie pamiętam. W mojej pamięci pozostało tylko to, że wyszłam stamtąd z pokojem serca. Najwspanialsze uczucie w życiu człowieka.